Subskrybuj
Wpisy
Komentarze

Kolejny temat Karnawału Blogowego akurat trafił mi na nastrój zaczepny. Podejmując rękawicę zmącę nieco wody i ponarzekam na naukowców i „naukawców”, użytkowników (by nie nadużywać słowa gracz) oraz twórców gier fabularnych.

Pasy zapięte? Startujemy.

… porządna teoria RPG

Tak teoria dotycząca gier RPG. Ale nie GNS, czy podobna próbująca ująć w ramy graczy lub ich preferencje. Gracz nie jest istotą gry fabularnej – jest jej użytkownikiem. Nie klasyfikuje się samochodów po typach kierowców, którzy lubią nimi jeździć.

Po co mi takie cudactwo? Przede wszystkim, żeby dyskutować, rozmawiać, trzeba znać ten sam język. O coś takiego mi właśnie chodzi, o kompletny zbiór pojęć pozwalający się jednoznacznie porozumiewać. Nie mało jest już w tym względzie zrobione, ale sporo jeszcze brakuje. Co więcej pokutują przekłamania wyniesione z własnego definiowania pojęć, translatorskich pomyłek, czy niedociągnięć. Sporo definicji jest nieostrych. Mając język można by lepiej, skuteczniej zająć się projektowaniem gier, czy określaniem grupy docelowej (modniej: targetu) dla produktu jakim jest system RPG.

Z powyższym wiąże się drugie marzenie. Słyszeliście o ludologach? Marzy mi się..

… rzetelna grupa badaczy (inżynierów) gier

Podkreślam badaczy gier, a nie zjawisk towarzyszących. Mówiąc wprost nie chodzi mi o ludologów. Czytaliście status PTBG? Pozwolę sobie zacytować: „§2. Towarzystwo jest niezależną pozarządową organizacją społeczną skupiającą osoby zajmujące się szeroko pojmowaną problematyką gier.” i „§6. 1. Celem Towarzystwa jest popularyzowanie i rozwijanie wiedzy o grach, w ujęciu teoretyczno-praktycznym, również w dziedzinie dydaktyki, ze szczególnym uwzględnieniem wartościowych ustaleń naukowych oraz nowatorskich rozwiązań praktycznych oraz ich zastosowania w edukacji i reedukacji na wszystkich jej poziomach.” Tu jeszcze nie widać tego, co ukazuje się przy bliższym poznaniu prac. Otóż ludolodzy to specjaliści w swoich dziedzinach: kulturoznawcy, psychologowie i czort wie kto jeszcze. Wszyscy badają gry jako narzędzie, którego można używać w bliskich im dziedzinach. Nie traktują gry jako oddzielnego tworu – interesuje ich zastosowanie gier takich jakimi są.[2] Nie badają ich w celu systematyzacji, rozwoju, lepszego rozumienia ich mechanizmów. Nie badają narzędzia i nie próbują go ulepszać w tym do czego jest przeznaczone (rozrywka?), ale szukają dla niego coraz to nowych zastosowań na swoim poletku. Osobiście nie nazywałbym się badaczem papieru, jeśli zajmowałbym się składaniem origami, dlatego nie bardzo rozumiem, czemu ludolodzy nazywają siebie badaczami gier. Dla mnie badacz to bardziej inżynier ulepszający urządzenie niż obserwator szukający nowych zastosowań dla starych rozwiązań.

Nie zrozummy się źle. Badanie jakie prowadzi choćby PTBG są potrzebne i wartościowe, ale nie graczom. Nieśmiertelne pytanie „co naukowcy mogą zrobić dla graczy?” przy takim podejściu do tematyki trafia w próżnię. W aktualnym ujęciu to gracze są potrzebni naukowcom, a nie odwrotnie. Posunę się nawet do stwierdzenia, że w tej chwili przypomina to pasożytowanie. Uprawianie sztuki dla samej sztuki jest moim zdaniem domeną „naukawców”, a nie naukowców. Nawiązując do wypowiedzi dr Szeji[3] oprócz naukowców – teoretyków literatury, których prace przyczynią się do skatalogowania literatury, potrzebni są także tacy, którzy przyczynią się do jej rozwoju.

Czemu chcę, aby znalazła się grupa badaczy stricte gier, zastosowanych w nich wzorców projektowych, mechanik, pomysłów, ich wpływu na parametry gry, czy zadowolenie graczy? To proste, marzy mi się…

… grupa świadomych projektantów gier

Co przez to rozumiem? Chciałbym widzieć, że projektowaniem zajmują się ludzie, którzy wiedzą co i jak chcą osiągnąć. Takich, którzy nie tylko mają pomysł, ale potrafią go rozwinąć i ubrać we wszystko co jest potrzebne do stworzenia interesującego, godnego uwagi produktu. Takich ludzi jest w tym kraju kilku, może nawet kilkunastu. Mogłoby jednak być więcej. Nie oszukujmy się, ludzi z dobrymi chęciami i niczym ponadto, jest o wiele więcej. Tworzą produkty, które są kalką starych, czy wręcz przestarzałych rozwiązań. Na dodatek nie potrafią tego dostrzec, a co gorsza nie można się z nimi porozumieć, bo nie istnieje wspólna płaszczyzna pojęciowa.

Brak wzorców projektowych, metod badawczych, procedur testowania mechaniki. A systemów, które powinien znać choćby pobieżnie projektant jest całkiem sporo. Jeszcze więcej jest ich w ogóle. Gdy nie wiesz czego szukać łatwo zginąć w ich masie.

Widziałem sporo „rewolucyjnych” systemów autorskich, a niewiele z nich dorównywało poziomem do tego co uważam za przeciętny system RPG. W przypadku komercyjnych nie jest wcale dużo lepiej. Ten stan mógłby się zmienić, gdyby istniała teoria, badacze i świadomi projektanci. I właśnie zmiana tego stanu to już moje ostatnie, najważniejsze marzenie.

[1] Ograniczam się z sądami do gier fabularnych i polskiego poletka (bo jak dotąd publikacji zagranicznych przejrzałem niewiele). Opinię tę zamierzałem rozwinąć w oddzielnym artykule, ale temat KB zaskoczył mnie w trakcie przygotowań.

[2] Oczywiście to także jest forma badania gier, ale zdecydowanie nie jest ona ukierunkowana na ich rozwijanie. To jakby zatrzymać się w pół kroku, ograniczać do pozycji biernego obserwatora. Dodatkowo odnoszę wrażenie, że termin „ludologia” został ukuty tylko w celu usprawiedliwienia się przez naukowców w swoim środowisku, czemu zajmują się w swoich badaniach grami (temat ten przecież trudno zakwalifikować do „poważnych”).

[3] „Ludologia nie jest zawodem! To dyscyplina naukowa, w dodatku tak młoda, że nie wykształciła osobnego aparatu naukowego, ale wciąż korzysta z innych dziedzin (np. socjologii, medioznawstwa). Po pierwsze trzeba być naukowcem, by można było się zwać ludologiem. Można być np. początkującym ludologiem – studentem, ale to też nie zawód. »Praca w branży« to nie ludologia. Owszem, na Zachodzie zdarza się wcale często, że ludolodzy przeprowadzają za pieniądze producentów gier jakieś badania, ale to tak, jak naukowiec-chemik bada jakieś zagadnienie dla przemysłu chemicznego, w którym pracują inżynierowie-chemicy. Twórcy gier są właśnie takimi inżynierami. Badacz gier jest kimś innym. Podobnie naukowiec – teoretyk literatury bada literaturę, a pisarz pisze książki.

Źródło: Wywiad z dr Szeją

Jeden komentarz do “Marzy mi się… (KB#8)”

  1. 19 lutego 2010 o 14:06Paladyn

    Wpis ciekawy i przekorny, bardzo dziękuję. Rzecz jasna został już dodany do spisu.

Skomentuj